Przejdź do treści

Lourmarin odwiedziliśmy podczas naszej kolejnej wycieczki do Prowansji. Zwiedzając bardzo intensywnie region, przemieszczaliśmy się każdego dnia w inne miejsce. Jedno z nich wypadło tutaj.

To była nasza druga wizyta w Lourmarin. Pierwsza była odwiedzinami na tutejszym typowo prowansalskim rynku, rano. Tym razem zdecydowaliśmy się na nocleg. No i oczywiście na wieczorny spacer.

Ruszyliśmy wąskimi uliczkami bez konkretnego planu. Prowadziła nas intuicja i ciekawe widoki. Prawie na każdej uliczce mijaliśmy kawiarenki, pojawiające się światła zachęcały do wejścia.

Niektóre szykowały się już do snu. Stoliki i krzesła poskładane na chodnikach odpoczywały przed kolejnym dniem i ogromem pracy. Światła padające z wewnątrz dodawały blasku uśpionej uliczce. Z wewnątrz dochodził gwar rozmów.

Opuszczone ciemne tarasy na pięterkach dodawały wrażenia spokoju, chociaż wewnątrz widać było grupy ludzi przy stolikach i przy barze. Wieczór rozpoczynał się leniwie. Bo i pora roku była jeszcze wczesna jak na sezon - początek maja.

Niektóre spokojne uliczki jeszcze pracowały. W galeriach krzątali się sprzedawcy czekając na spóźnionych klientów i przyglądając się przechodniom jakby z wyczekiwaniem.

Niektóre galerie oferowały jedynie widok eksponatów przez okno - pięknie oświetlone, ustawione tak, aby możliwym było ich obejrzenie. Dla zachęty na kolejny dzień.

Wszystkie kafejki żyły. Oświetlone, mniej lub bardziej zapełnione. kusiły światłem i zapachami. Jak ta będąca jednocześnie kawiarnią, piekarnią, ciastkarnią i pizzerią.

Były też takie, które wyglądały jakby opuszczone i zapomniane. Równo ustawione stoliki sprawiały wrażenie jakby bez sukcesu czekały cały dzień. I pracowały bez odpoczynku także wieczorem. Puste uliczki i chodniki zapełnione kawiarnianymi stolikami - tylko światło z wewnątrz dawało wrażenie życia.

Spacerując uliczkami od kawiarni do galerii mijaliśmy co chwilę urocze zaułki, czasem ciemne i tajemnicze, czasem oświetlone, z pięknym kolorami wydobywanymi przez promienie światła.

Ciepły wieczór zachęcał do dłuższego spacerowania pośród uroczej wioski. Zmęczenie i głód sprawiły, że skorzystaliśmy z zaproszenia do jednego z licznych lokali.

Wracając mogliśmy znowu zachwycać się architekturą, kolorami i światłem grającym pośród uliczek już w pełnej ciemności nocy.

Tomasz